// Jogger

Popieram zakaz palenia w miejscach publicznych!

2010-02-07, 16:05:57 ▪ Absurdy, Polityka, Życie
trackbackpermalink

Z niejakim przerażeniem (a i też rozbawieniem) obserwuję rosnące fejsbookowe kółko wzajemnej adoracji pod tytułowym hasłem. Czternaście tysięcy i ciągle rośnie! Yuppi! Jesteśmy tacy fajni!

Zostawmy jednak na boku kwestię tego niczym niezahamowanego, wzajemnego fap, fap, fap i skupmy się na konkretach. Na początek — trochę statystyk; i tak np. wbrew temu, co próbują postulować członkowie tego (i temu podobnych) koła gospodyń wiejskich, liczba palących Polaków nie jest grupą o rozmiarze mieszczącym się w granicy błędu statystycznego ani na czubku szpilki — pali bowiem w Polsce ok. 30% społeczeństwa [1] i jest to liczba w miarę stała (z tendencją spadkową) na przestrzeni lat [2], dość bliska średniej w Unii Europejskiej [3]. Jedna trzecia! Rozumiem tym samym rozżalenie wspomnianych kręgów wynikające z licznych, acz nieudanych prób marginalizowania zdania palaczy i zgadzam się, że zdecydowanie łatwiej byłoby zakrzyczeć grupę kilkuset tysięcy niż kilkunastu milionów osób; zamiast jednak naginać rzeczywistość, proponuję trzymać się faktów.

Podejrzewam również, że bardzo nie w smak wspomnianym użytkownikom Facebooka jest obserwacja, że oś podziału niepalący-palący nie przebiega wzdłuż tej samej granicy, co pomiędzy popierającymi i przeciwnikami wprowadzenia zakazu palenia w miejscach publicznych. Jako przykład mógłbym tutaj wskazać sam siebie — nie palę, ale zakazu nie popieram. Podejrzewam jednak, że szybko wypłynąłby na wierzch szczegół, iż jestem byłym palaczem, a wokół rozległyby się piszczące, przedszkolne głosiki to się nie liczy! (a może nawet: jesteś u pani! ;-)). Nie zmienia to niestety faktu, że wśród moich znajomych jestem w stanie wskazać osoby, które z (wątpliwych?) uroków wyrobów tytoniowych nigdy nie korzystały, a zakazowi są przeciwne, gdyż uważają go za restrykcyjny/niepoważny/etc.

Oczywiście, zgadzam się: papierosy do dupy. Śmierdzą, szkodzą, powodują raka i słabiej po nich staje (przynajmniej wg ostrzegawczych etykiet na pudełkach — osobiście nie zauważyłem). Choć moim zdaniem, akurat największym ich problem jest po prostu to, że uzależniają. Silnie. I dlatego rośnie mi niebezpiecznie (bardziej, niż gdy paliłem) ciśnienie, gdy czytam idiotów piszących brednie pokroju nie palić to prosta sprawa, trzeba tylko chcieć!. Skomentuję krótko: po prostu gówno prawda. O ile moja 1. (niestety, nieudana) próba rzucania palenia przebiegła stosunkowo bezboleśnie z powodu nadmiernej ilości endorfin temu towarzyszącej, o tyle przy drugiej w ciągu pierwszych kilku dni miałem ochotę chodzić po ścianach, a przez następne dwa-trzy tygodnie nie dawało się ze mną wytrzymać w jednym pomieszczeniu. Jeżeli ktoś chce się przekonać, jaka to prosta sprawa, proponuję zorganizować sobie trwającą 7-10 dni głodówkę — pogadamy wówczas. Zatem, drodzy palacze: nie wierzcie tym bzdurom, a wy, drodzy niepalący, skończcie pieprzyć te farmazony. Potrzeba naprawdę dużo silnej woli i determinacji (zwłaszcza, jeśli ma się palących współpracowników, znajomych czy rodzinę) — a już nie daj Boże, gdy odkrywa się takie absurdy jak fakt, że listek tabletek z nikotyną kosztuje 14 PLN, a paczka fajek — 10.

Wróćmy jednak do clou sprawy. Czy ktoś ze wspomnianego grona głośno tupiących nogami mógłby mi wyjaśnić, czym dla niej/niego jest owe miejsce publiczne? Dla mnie bowiem takowym jest — no nie wiem, filharmonia, dworzec kolejowy, budynek świątyni czy przystanek komunikacji miejskiej — w których to zakaz palenia obowiązuje od dawien dawna (i dobrze). Co zatem staracie się wyrazić wspomnianym popieram, oprócz próby demonstracji jak bardzo ociekacie zajefajnością?

Aaaa, moment, lemme think. Może wcale nie chodzi wam w tym haśle o miejsca publiczne, tylko o prywatne lokale gastronomiczne i rozrywkowe, w których to właściciele decydują o tym, jak lokal wygląda, jaka muzyka leci w tle, kto doń może wejść bądź nie wejść i — o zgrozo — czy można w nim palić tytoń czy nie! Jeżeli tak, chciałem z radosnym uśmiechem na twarzy poinformować was:

  • nie ma wymogu chodzenia do jakichkolwiek lokali. W ogóle. Możecie siedzieć w domu. Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że jeśli lokal z takich czy innych względów (choćby muzyki) mi nie odpowiada — nie chodzę tam. Wy też nie musicie! Fajne, prawda? :-)
  • istnieją lokale, gdzie są wydzielone sale dla palących i niepalących. Jeżeli jednak uważacie, że skuteczność tego podziału jest znikoma — patrz punkt wyżej. :-))
  • istnieją wreszcie lokale, gdzie obowiązuje całkowity zakaz palenia (ktoś ostatnio w rozmowie próbował mi nawet wciskać, że w Krakowie nie ma ani jednej takiej knajpy). <reklama>Polecam pub Katedra.</reklama>

Oczywiście, należałoby w tym momencie powiedzieć: hola hola, posłowie za nami murem stoją. Dlaczego jednak nie chcecie dostrzec faktu, że tu nie o żadne kwestie zdrowotne chodzi? Ustawa w pierwotnym brzmieniu miała m. in. wprowadzić zakaz sprzedaży (bezpiecznych dla zdrowia i bezwonnych) e-papierosów [4] [5] — jeżeli jeszcze nie domyślacie się dlaczego, wyjaśnię: bo e-papierosów nie ma jak (z punktu widzenia obowiązujących przepisów) obłożyć akcyzą (na szczęście, wg najnowszych doniesień, wycofano się [5] z tego pomysłu). Rzecz jasna, i tutaj niektórzy wojujący przeciwnicy próbują forsować tezę, jakoby wpływy do budżetu państwa z tego tytułu były drobne i niewystarczające na walkę z rakiem osób, które w wyniku palenia nań zachorowały. Otóż wspomniane skromne wpływy w przeciągu ostatnich kilku lat wynosiły ponad 13 mld złotych rocznie (wg wiceministra finansów, za 2009 r. można liczyć nawet na 15 mld złotych) [6]. Nie wiem co mogę jeszcze napisać w tym miejscu, może poza krótkim: przestańcie się ośmieszać. Albo: proszę przedstawić mi sensowną kalkulację, że status quo się państwu nie opłaca.

Czas chyba na małe podsumowanie. Tak, popieram zakaz palenia w miejscach publicznych. Nawet, gdy byłem jeszcze osobą palącą, nie przyszłoby mi do głowy, aby zapalić w kinie czy w autobusie MPK. Popieram — ale nie robię z tego głupiej, agresywnej, dyskryminującej szopki. Jeśli macie w swoim towarzystwie palaczy, zastanówcie się — może zamiast bezmyślnie jechać po nich i pogłębiać animozje, warto wyciągnąć dłoń, pomóc, zachęcić, zmotywować? Tym, którym się udało, powiedzieć parę dobrych słów, podtrzymać na duchu? Gwarantuję: zyskacie na tym wszyscy. Czego sobie i wam życzę!

Źródła:
[1] Ile jara Polak? (interia.pl)
[2] CBOS: spada liczba palących papierosy
[3] Coraz mniej palaczy w Unii Europejskiej (eduskrypt.pl za PAP)
[4] Będzie całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych? (portalspozywczy.pl za Gazetą Wyborczą)
[5] Nawet 500 zł za złamanie zakazu palenia (gazeta.pl)
[6] Drogi nałóg korzystny dla państwa (portfel.pl)

(zdjęcie w artykule: Martin Rotovnik / sxc.hu)

» 16 komentarzy, publika szaleje!

Wcześniejsze wpisy »

jogarchiwumprojektycvlast.fmgronoo mniezaloguj sięNiedostępny