Reklama:
Kategorie:
About me [1]
Absurdy [37]
Ciekawostki [9]
Humor [36]
Inne [11]
IT [22]
Linux [8]
Ubuntu [3]
Muzyka [1]
Nauka [2]
Ogólne [28]
Polityka [20]
Programowanie [33]
Projekty [5]
Techblog [7]
Życie [61]
Torn apart.
Czytuję:
Anoriell ·
Czerski ·
Czopex ·
Sznurki:
pvpgn ·
Reklama:
Kryptoreklama:

Archiwum:
Luty 2010 [1]
Styczeń 2010 [3]
Grudzień 2009 [4]
Listopad 2009 [1]
Październik 2009 [9]
Wrzesień 2009 [6]
Sierpień 2009 [5]
Lipiec 2009 [3]
Czerwiec 2009 [4]
Maj 2009 [5]
Kwiecień 2009 [1]
Marzec 2009 [4]
Luty 2009 [5]
Styczeń 2009 [1]
Grudzień 2008 [5]
Październik 2008 [4]
Wrzesień 2008 [3]
Sierpień 2008 [3]
Lipiec 2008 [5]
Czerwiec 2008 [3]
Maj 2008 [1]
Kwiecień 2008 [3]
Marzec 2008 [4]
Luty 2008 [6]
Styczeń 2008 [5]
Grudzień 2007 [3]
Listopad 2007 [3]
Październik 2007 [3]
Wrzesień 2007 [1]
Sierpień 2007 [4]
Lipiec 2007 [7]
Czerwiec 2007 [5]
Maj 2007 [6]
Kwiecień 2007 [3]
Marzec 2007 [2]
Luty 2007 [4]
Styczeń 2007 [10]
Grudzień 2006 [7]
Listopad 2006 [18]
Październik 2006 [10]
Z niejakim przerażeniem (a i też rozbawieniem) obserwuję rosnące fejsbookowe kółko wzajemnej adoracji pod tytułowym hasłem. Czternaście tysięcy i ciągle rośnie! Yuppi! Jesteśmy tacy fajni!

Zostawmy jednak na boku kwestię tego niczym niezahamowanego, wzajemnego fap, fap, fap i skupmy się na konkretach. Na początek — trochę statystyk; i tak np. wbrew temu, co próbują postulować członkowie tego (i temu podobnych) koła gospodyń wiejskich, liczba palących Polaków nie jest grupą o rozmiarze mieszczącym się w granicy błędu statystycznego ani na czubku szpilki — pali bowiem w Polsce ok. 30% społeczeństwa [1] i jest to liczba w miarę stała (z tendencją spadkową) na przestrzeni lat [2], dość bliska średniej w Unii Europejskiej [3]. Jedna trzecia! Rozumiem tym samym rozżalenie wspomnianych kręgów wynikające z licznych, acz nieudanych prób marginalizowania zdania palaczy i zgadzam się, że zdecydowanie łatwiej byłoby zakrzyczeć grupę kilkuset tysięcy niż kilkunastu milionów osób; zamiast jednak naginać rzeczywistość, proponuję trzymać się faktów.
Podejrzewam również, że bardzo nie w smak wspomnianym użytkownikom Facebooka jest obserwacja, że oś podziału niepalący-palący nie przebiega wzdłuż tej samej granicy, co pomiędzy popierającymi i przeciwnikami wprowadzenia zakazu palenia w miejscach publicznych. Jako przykład mógłbym tutaj wskazać sam siebie — nie palę, ale zakazu nie popieram. Podejrzewam jednak, że szybko wypłynąłby na wierzch szczegół, iż jestem byłym palaczem, a wokół rozległyby się piszczące, przedszkolne głosiki to się nie liczy!
(a może nawet: jesteś u pani!
;-)). Nie zmienia to niestety faktu, że wśród moich znajomych jestem w stanie wskazać osoby, które z (wątpliwych?) uroków wyrobów tytoniowych nigdy nie korzystały, a zakazowi są przeciwne, gdyż uważają go za restrykcyjny/niepoważny/etc.
Oczywiście, zgadzam się: papierosy są do dupy. Śmierdzą, szkodzą, powodują raka i słabiej po nich staje (przynajmniej wg ostrzegawczych etykiet na pudełkach — osobiście nie zauważyłem). Choć moim zdaniem, akurat największym ich problem jest po prostu to, że uzależniają. Silnie. I dlatego rośnie mi niebezpiecznie (bardziej, niż gdy paliłem) ciśnienie, gdy czytam idiotów piszących brednie pokroju nie palić to prosta sprawa, trzeba tylko chcieć!
. Skomentuję krótko: po prostu gówno prawda. O ile moja 1. (niestety, nieudana) próba rzucania palenia przebiegła stosunkowo bezboleśnie z powodu nadmiernej ilości endorfin temu towarzyszącej, o tyle przy drugiej w ciągu pierwszych kilku dni miałem ochotę chodzić po ścianach, a przez następne dwa-trzy tygodnie nie dawało się ze mną wytrzymać w jednym pomieszczeniu. Jeżeli ktoś chce się przekonać, jaka to prosta sprawa
, proponuję zorganizować sobie trwającą 7-10 dni głodówkę — pogadamy wówczas. Zatem, drodzy palacze: nie wierzcie tym bzdurom, a wy, drodzy niepalący, skończcie pieprzyć te farmazony. Potrzeba naprawdę dużo silnej woli i determinacji (zwłaszcza, jeśli ma się palących współpracowników, znajomych czy rodzinę) — a już nie daj Boże, gdy odkrywa się takie absurdy jak fakt, że listek tabletek z nikotyną kosztuje 14 PLN, a paczka fajek — 10.
Wróćmy jednak do clou sprawy. Czy ktoś ze wspomnianego grona głośno tupiących nogami mógłby mi wyjaśnić, czym dla niej/niego jest owe miejsce publiczne? Dla mnie bowiem takowym jest — no nie wiem, filharmonia, dworzec kolejowy, budynek świątyni czy przystanek komunikacji miejskiej — w których to zakaz palenia obowiązuje od dawien dawna (i dobrze). Co zatem staracie się wyrazić wspomnianym popieram
, oprócz próby demonstracji jak bardzo ociekacie zajefajnością?
Aaaa, moment, lemme think. Może wcale nie chodzi wam w tym haśle o miejsca publiczne, tylko o prywatne lokale gastronomiczne i rozrywkowe, w których to właściciele decydują o tym, jak lokal wygląda, jaka muzyka leci w tle, kto doń może wejść bądź nie wejść i — o zgrozo — czy można w nim palić tytoń czy nie! Jeżeli tak, chciałem z radosnym uśmiechem na twarzy poinformować was:
Oczywiście, należałoby w tym momencie powiedzieć: hola hola, posłowie za nami murem stoją. Dlaczego jednak nie chcecie dostrzec faktu, że tu nie o żadne kwestie zdrowotne chodzi? Ustawa w pierwotnym brzmieniu miała m. in. wprowadzić zakaz sprzedaży (bezpiecznych dla zdrowia i bezwonnych) e-papierosów [4] [5] — jeżeli jeszcze nie domyślacie się dlaczego, wyjaśnię: bo e-papierosów nie ma jak (z punktu widzenia obowiązujących przepisów) obłożyć akcyzą (na szczęście, wg najnowszych doniesień, wycofano się [5] z tego pomysłu). Rzecz jasna, i tutaj niektórzy wojujący przeciwnicy próbują forsować tezę, jakoby wpływy do budżetu państwa z tego tytułu były drobne i niewystarczające na walkę z rakiem osób, które w wyniku palenia nań zachorowały. Otóż wspomniane skromne wpływy w przeciągu ostatnich kilku lat wynosiły ponad 13 mld złotych rocznie (wg wiceministra finansów, za 2009 r. można liczyć nawet na 15 mld złotych) [6]. Nie wiem co mogę jeszcze napisać w tym miejscu, może poza krótkim: przestańcie się ośmieszać. Albo: proszę przedstawić mi sensowną kalkulację, że status quo się państwu nie opłaca.
Czas chyba na małe podsumowanie. Tak, popieram zakaz palenia w miejscach publicznych. Nawet, gdy byłem jeszcze osobą palącą, nie przyszłoby mi do głowy, aby zapalić w kinie czy w autobusie MPK. Popieram — ale nie robię z tego głupiej, agresywnej, dyskryminującej szopki. Jeśli macie w swoim towarzystwie palaczy, zastanówcie się — może zamiast bezmyślnie jechać
po nich i pogłębiać animozje, warto wyciągnąć dłoń, pomóc, zachęcić, zmotywować? Tym, którym się udało, powiedzieć parę dobrych słów, podtrzymać na duchu? Gwarantuję: zyskacie na tym wszyscy. Czego sobie i wam życzę!
Źródła:
[1] Ile jara Polak? (interia.pl)
[2] CBOS: spada liczba palących papierosy
[3] Coraz mniej palaczy w Unii Europejskiej (eduskrypt.pl za PAP)
[4] Będzie całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych? (portalspozywczy.pl za Gazetą Wyborczą)
[5] Nawet 500 zł za złamanie zakazu palenia (gazeta.pl)
[6] Drogi nałóg korzystny dla państwa (portfel.pl)
(zdjęcie w artykule: Martin Rotovnik / sxc.hu)